Interpretacje podatkowe z terminem ważności

Rząd opublikował założenia projektu zmian w Ordynacji podatkowej (UD445), który zakłada wprowadzenie terminu ważności interpretacji indywidualnych, który ma wynosić 5 lat. Będzie jednak możliwość przedłużenia ich ważności poprzez złożenie odpowiedniego wniosku przed upływem tego okresu.
Projekt jednocześnie przewiduje wygaszenie interpretacji wydanych przed 1 stycznia 2023 roku z dniem 30 czerwca 2028 roku. Jeżeli zatem zmiany wejdą w życie, to wszystkie interpretacje wydane przed 2023 rokiem zostaną wygaszone w półtora roku (tyle minie od czasu wejścia w życie ustawy do dnia wygaszenia interpretacji). Z kolei interpretacje późniejsze wygasną po upływie pięcioletniego okresu, ale nie szybciej niż 1 stycznia 2029 r.
Bardzo ciekawe jest uzasadnienie do projektu. Pada tam bowiem bardzo ciekawe stwierdzenie:
Stan ten generuje istotne ryzyka systemowe w postaci funkcjonowania w obrocie prawnym ochrony podatkowej opartej na stanowiskach organów podatkowych, które uległy dezaktualizacji w wyniku zmian, jakie zaszły w linii orzeczniczej sądów administracyjnych lub w realiach gospodarczych.
Szczególnie istotna jest końcówka tego zdania. Obecnie jest bowiem tak, że mimo stałości pewnych przepisów (czyli braku zmian ustawowych) interpretacje podatkowe ciągle się zmieniają. Oczywiście w identycznych stanach faktycznych. Bardzo częsta jest bowiem sytuacja, że np. w roku 2022 zagadnienie X jest powszechnie rozstrzygane w sposób Y, ale już w roku 2026 to samo zagadnienie rozstrzygane jest w sposób Z. Oczywiście zupełnie odmienny od Y. I to pomimo, że przepisy w ogóle się nie zmieniły.
Z czego to wynika? Jak wie każdy doradca podatkowy, powody są skandaliczne. Często za zmianę odpowiada „przykaz z góry”, a więc konkretne decyzje zapadające w Ministerstwie Finansów. Często też pewien „myk” podatkowy staje się tak popularny, że zaczyna on być „kamykiem w oku” KIS i urzędnicy uznają za konieczne zmienienie swojego stanowiska. Czasami po prostu urzędnicy się „doszkolą” i zrozumieją coś, czego wcześniej nie rozumieli. Oczywiście cały czas przy identycznych przepisach i identycznych stanach faktycznych.
Nazwijmy rzeczy po imieniu – to patologia. Organy uzurpują sobie prawo do „zastępowania” ustawodawcy i „korygowania jego błędów” poprzez ciągłą ewolucję linii orzeczniczej. Dla każdego logicznie myślącego przedsiębiorcy jest to kolejna forma ucisku i opresji ze strony chorego aparatu państwowego. Dla mnie też.
I teraz oto Rząd owej patologii już nawet nie ukrywa, ale mówi o niej wprost. Nazywając cynicznie swoje bieżące potrzeby i decyzje polityczne „realiami gospodarczymi”.
Po raz kolejny Państwo pluje nam w twarz. Kiedy w końcu przestaniemy udawać, że pada deszcz? No chyba, że akceptujemy takie „realia gospodarcze”.
0 komentarzy