Sejm znosi wymóg zawiadomienia o sprzedaży udziałów/akcji w ramach spółki holdingowej – i bardzo dobrze

Opublikowano przez Kamil Wielewicki w dniu

W piątek Sejm przyjął pakiet ustaw, w tym kilka zmieniających przepisy podatkowe. Ja bym chciał odnotować jedną, bardzo dobrą zmianę – zniesienie wymogu zawiadomienia urzędu skarbowego o planowanym zbyciu udziałów w ramach polskiej spółki holdingowej.

O co chodzi?

Otóż spółka-matka może sprzedawać udziały w swoich spółkach-córkach bez podatku dochodowego. Oczywiście w tym celu trzeba spełnić szereg warunków opisanych w ramach przepisów dot. tzw. „polskiej spółki holdingowej” (PSH). Najważniejsze z tych warunków to posiadanie przez spółkę holdingową (matkę) udziałów lub akcji w spółce zależnej (córce) stanowiących co najmniej 10% kapitału, nieprzerwanie przez co najmniej 2 lata. Ponadto spółka holdingowa musi prowadzić rzeczywistą działalność gospodarczą i nie może być ona kontrolowana przez podmioty z rajów podatkowych. Istotne jest też to, że ponad połowa majątku spółki zależnej musi się składać z innych aktywów niż nieruchomości.

Warunków oczywiście jest więcej, ale zdecydowana większość całkowicie polskich struktur holdingowych spełnia te warunki. Jednak aby sprzedać udziały w spółce zależnej bez podatku, trzeba obecnie spełnić jeszcze 1 warunek – złożyć naczelnikowi urzędu skarbowego, na co najmniej 5 dni przez dniem zbycia udziałów lub akcji, oświadczenia o zamiarze skorzystania z takiego zwolnienia.

Wydaje się to prostą formalnością. Dlaczego zatem jej zniesienie przez Sejm jest takie ważne? Podam wam przykład z życia wzięty.

Dwa tygodnie temu miałem konsultację z przesympatycznymi klientami (pozdrawiam Panowie), którym inna kancelaria obecnie rejestruje dwie fundacje rodzinne. Panowie prowadzą biznes w formie spółki akcyjnej, która kontroluje ok. 70-80 zależnych spółek z o.o. Są to spółki celowe, tzw. spółki projektowe pod farmy fotowoltaiczne. Każdy, kto miał styczność z tematem wie jak to działa – taka spółka zawiera wieloletnią umowę dzierżawy gruntu pod farmę z rolnikiem, a następnie uzyskuje całą niezbędną do budowy farmy dokumentację, tj. decyzje środowiskowe, przyłącza, pozwolenia itp. Gdy wszystko jest już gotowe do budowy farmy, sprzedaje się całą spółkę inwestorowi. Panowie po to zakładali fundacje rodzinne, aby zastąpiły one spółkę akcyjną w kontroli i sprzedaży spółek projektowych. Obecnie projektowane zmiany dot. fundacji rodzinnej siłą rzeczy raczej podważają taki model biznesowy.

Zapytałem, jak długo taka spółka projektowa funkcjonuje przed jej sprzedażą. Usłyszałem, że minimum 2 lata, ale zwykle krócej niż 3 lata. Szybko zweryfikowałem też pozostałe warunki zwolnienia z opodatkowania zbycia udziałów w ramach PSH – były spełnione. Na dłużej zatrzymałem się przy kwestii spółek nieruchomościowych. System Eureka wypluł jednak szereg interpretacji indywidualnych potwierdzających, że umowa dzierżawy nie jest traktowana jako „aktywo”, więc spółki projektowe moich klientów nie wpadną w to wyłączenie. Przy okazji odkryłem, jak wiele interpretacji w zakresie tego zwolnienia dotyczy bezpośredniej konkurencji moich klientów – a więc sprzedaży spółek pod farmy wiatrowe i fotowoltaiczne.

Zapytałem więc – czy słyszeliście Panowie o polskiej spółce holdingowej? Czy ktoś wam tłumaczył, że jest takie zwolnienie? Jak do tej pory sprzedawaliście te spółki – z podatkiem?

Klienci robią wielkie oczy i mówią, że pierwsze słyszą o PSH i że oczywiście płacili podatek. Wiele milionów złotych.

Obecnie uzyskujemy interpretację indywidualną pod przyszłą transakcję – aby mieć pewność spełnienia warunków zwolnienia (okiem KIS). Jednak co możemy zrobić z przeszłymi transakcjami? Nic.

Gdyby nie przepis o zawiadomieniu z 5-dniowym wyprzedzeniem moglibyśmy po prostu skorygować deklaracje i po szybkich czynnościach sprawdzających odzyskać nadpłacony CIT. Ale przez jeden przepis tego nie zrobimy, a klient bezpowrotnie stracił miliony złotych.

Niektórzy powiedzą, że przez swoją niewiedzę. Może i tak. Ale też przez durny przepis, który niczemu nie służył. Przecież transakcje na udziałach lub akcjach wymagają albo udziału notariusza albo domu maklerskiego. Udział jeszcze naczelnika US nie był tu nikomu potrzebny, więc słusznie ten przepis jest uchylany.

Chodzi mi jeszcze po głowie próba odwołania się do zdrowego rozsądku, tak jak było ze słynnym oświadczeniem na potrzeby ulgi meldunkowej. Ale tutaj to niestety nie przejdzie – przedsiębiorca, szczególnie działający na większą skalę, ma podwyższony miernik staranności. Po prostu wymaga się od niego więcej niż od ofiar ulgi meldunkowej.

Dlatego też każdą deregulację, nawet pozornie drobną, trzeba pochwalić. Bo czasami ratuje ona bardzo duże pieniądze, które mogłyby napędzać gospodarkę, zamiast być trwonione przez państwo.

Kategorie: CIT

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *